niekoniecznie


bezpieczne bezpieczeństwo systemów komputerowych
27 styczeń, 2008, 10:25 pm
Zaszufladkowany do: PUW

Niestety, na platformie roboty jest trochę, zwłaszcza jeśli do studentów dołączy jakiś kursant z branży i będzie psuł rynek. Prowadzący niezmiernie rzadko jest zadowolony z prac domowych, więc proponuję się po prostu rozluźnić, bo od spinania się robią się wrzody i nerwice natręctw[1]. Jeśli się kuma bazę, warto podyskutować z nieścisłościami w teście po mod.2 – oko prowadzącego może się zrobić przychylniejsze. Szóstka z platformy może się opłacić, ale a) nie musi, b) nie warto się dla niej zarzynać.

Na egzaminie u dr. J.M. na 6 semestrze –  test. Krótki i dość łatwy, jeśli przeczytało się materiały i uważało na bieżąco na forum. Nie jest podobny do tego na platformie. Przed egzaminem sprawdź sobie, co jest następcą systemu opisanego w mod.5, bo nie pamiętam tego ani z materiałów, ani z forum, a tak sam z siebie to chyba mało kto wie.

[1] Doświadczenie grupowe podpowiada, że prace domowe z BSK odrabiane w sobotę po pijaku zostają lepiej ocenione niż te pisane pracowicie przez trzy tygodnie po kawałku, ale YMMV.



komputerowe wspomaganie projektowania dla opornych
27 styczeń, 2008, 9:17 pm
Zaszufladkowany do: PUW

Jak zdać egzamin u mgr. J.M. na 6 semestrze? Na platformie odrabiać zadania (sugeruję szczególnie przyłożyć się do tych w modułach 3 i 4). W AutoCADzie włączyć sobie snapowanie i podpowiadanie, ułożyć wygodnie narzędzia. Na egzamin przywieźć laptopa i zdawać na nim (szkolny soft może doprowadzić do załamania nerwowego). Koniec, piątka.

Update: Jeśli na platformie wyrabiałeś/aś się ze wszystkim w miarę na czas, warto pod koniec kursu upomnieć się o zadania na szóstkę, przysiąść w wolną godzinkę i dłubnąć któreś. Piątkę z egzaminu dostać łatwo, więc czemu se nie boostnąć średniej niskim nakładem sił i środków.

Jeśli równolegle Wasza grupa robiła projekt na PSK, osoby odpowiedzialne za schematy w AutoCADzie mogą je mimochodem prowadzącemu zaprezentować i zapytać, czy jest jakiś reward za te wory pod oczami.



sprzedam altówkę nieużywaną od drugiej pozycji
18 styczeń, 2008, 10:53 pm
Zaszufladkowany do: prehistorie

Temat pracy magisterskiej altowiolisty: “Druga pozycja, mit czy rzeczywistość?”.

Jaka jest różnica między pierwszym a drugim pulpitem altówek? Pół tonu.

Dlaczego w filharmonii skrócono przerwy do pięciu minut? Żeby altowioliści nie zdążyli zapomnieć, co grają.

Czym się różni altówka od wiadra gówna? Wiadrem.

Jakie są najtrudniejsze cztery lata w życiu altowiolisty? Ósma klasa podstawówki.

Dlaczego palce altowiolisty są jak pioruny? Nigdy nie trafiają dwa razy w to samo miejsce.

Definicja sekundy małej? Dwie altówki grające unisono.

Co to jest stos płonących altówek? Ognisko muzyczne.

Jaka jest różnica między rozjechanym skunsem a rozjechaną altówką? Przed skunksem są ślady hamowania.

Dlaczego altowiolista chodzi ciągle smutny? A Ty byś się cieszył, będąc altowiolistą?

***

Wokalista wyhacza wzrokiem panienki na koncercie i myśli: “Zrobię imprę, zaproszę panny, będzie spoko”.
Gitarzysta myśli: “Vokal zrobi imprę, przyniosę co-nieco, bedzię fajnie”.
Basista myśli: “Gitarzysta i vokal pewnie zrobią imprę… Może sie wbiję na krzywy ryj?”
Perkusista myśli: “1,2,3,4, 1,2,3,4…”



life’s gonna suck
16 styczeń, 2008, 7:15 pm
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda

striphandler.gif



ładny kawałek
12 styczeń, 2008, 1:46 am
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda



obiecanki-macanki
8 styczeń, 2008, 12:02 am
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda, sesja idzie

Nie będzie dziś wesoło, bo mam noworocznego wkurwa. W szkole lawina, w pracy chaotic, w duszy puzzle, w domu zimno, a pod butami białe gówno.

Miało być o tym, jak nie lubię obiecanek. Jak nie lubię, kiedy ludzie dostają coś do zrobienia, mówią, że zabierają się, potem ściemniają, że jeszcze chwilę, a potem oddają po terminie coś odwalonego byle jak. Jak mnie wkurza, kiedy zmieniają reguły gry, bo okazuje się, że sami nie wiedzą, czego chcą, ale nie mają na tyle jaj, żeby się do tego przyznać. Kiedy mówią jedno, robią drugie, a myślą trzecie. Kiedy obiecują coś zmienić na lepsze, a potem tchórzą już podczas zastanawiania się, co było źle. Kiedy mówią, że wszystko będzie w porządku, a potem psują. Kiedy wymagają, ale nie mówią czego konkretnie. Kiedy mówią, że najlepiej wszystko wprost, a okazuje się, że nie ma co na to liczyć. Nie lubię kobiet pięknych wieczorem, a rano wyglądających jak samobieżny worek z piaskiem. I facetów jeżdżących zajebistą bryką, a śmierdzących brudną skarpetą.

Ale nie będzie o tym, bo to byłoby bardzo obłudne z mojej strony. Bo w czasie, kiedy użeram się z odwalonymi rzeczami, uwalam inne. Bo wciąż się dowiaduję, czego chcę, i boję się przyznać do tego, co mi przychodzi do głowy (żeby jeszcze ludzie to ułatwiali, ale nie), bo zachowuję się czasem jak idiota i trudno mi przeprosić tak, żeby zostać dobrze zrozumianym. Bo histeryzuję, kiedy nie wiem, na czym stoję. Bo trudno mi pogodzić się z myślą, że stanę na uszach, ale coś jest zjebane i takie zostanie. Poza tym nie mam samochodu i śpię do południa.

Nie będzie też o tym, że trzeba próbować, bo to oczywiste. Można łatwo pogodzić się z losem albo ze sobą jako palantem i świnią (a nawet można lansować się na luzaka), bo w końcu tak bywa i już, ale wiadomo, że nie można tak bez walki, bo to po prostu nie w porządku. Z drugiej strony, jeśli w pewnym momencie nie odpuścisz i będziesz walczyć do upadłego, to się wykończysz, i jeszcze parę osób dookoła. Więc wiadomo, że najlepszy jest złoty środek.

No to o niczym nie będzie.



przesyła zdzisław z rodziną
3 styczeń, 2008, 7:56 pm
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda

Z tym wysyłaniem smsów z życzeniami to ja nie bardzo. W sensie nie wysyłam zbytnio, bo z założenia to ma być miłe, a coś mnie w tym mierzi (załóżmy roboczo, że podczas osobistego składania przynajmniej można się wzajemnie oblizać po uszach, a przez telefon przynajmniej słychać skrępowanie i nerwowy chichot rozmówcy. Nie zawsze jest okazja się zobaczyć albo możliwość zadzwonić, ale naprawdę trudno przekazać cały ładunek w 160 znakach, a ja się nie lubię męczyć). Co oczywiście nie przeszkadza znajomym twardo i dorocznie wysyłać ich do mnie. Mówiąca Do Zwierząt dostaje więcej, ale ona chyba odpisuje. Na pamiątkę z naszej kolekcji przykłady łańcuszkowate, poetycko-absurdalne, zwięzłe, standardowe i słuszne:

ΩΩΩΩΩΩ – to jest sześć dup reniferów Św.Mikołaja. Jak ich nie wyślesz sześciu osobom to zasrają Ci cały 2008rok! Sorry, ale nie mogłam ryzykować :-)

Dziewczyny – w Sylwestra pijemy za zdrowie facetów, którzy nas zdobyli, kolesi, którzy nas stracili, debili, którzy nas rzucili i farciarzy, którzy nas poznali. Wyślij to do 5 dziewczyn a jutro czeka cię szok:-)

Stary roczek już odchodzi w jego miejsce nowy wchodzi Niech ten stary zło zabierze a ten nowy szczęście wniesie. Zdrowie radość i szacunek to najlepszy jest dziś trunek. Te życzenia dziś Wam ślę niechaj dobrze dzieje się. Wszystkiego co najlepsze

Szczęśliwego nowego roku!

Szczęśliwego Nowego Roku, dobrej zabawy, radości, moc życzeń i dotrzymanych postanowień noworocznych!

Marzeń o które warto walczyć. Radości, którymi warto się dzielić, przyjaciół, z którymi warto być i nadziei bez której nie da się żyć. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ORAZ SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY

Do wszystkich moich przyjaciół, którzy przysłali mi życzenia rok temu - niestety ale nie spełniły się! Bądźcie tak mili i na rok 2008 przysyłajcie mi raczej pieniądze, alkohol, bony do Biedronki albo talony na paliwo. Szczęśliwego Nowego roku!

MIŁOŚCI! DUŻO MIŁOŚCI!



do siego
31 grudzień, 2007, 7:50 pm
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda

wolfie.jpg



alleluja i do przodu
16 grudzień, 2007, 11:28 pm
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda

Nie lubię Bożego Narodzenia, nic na to nie poradzę.

Uwielbiam dawać prezenty, ale jak myślę,  że trzeba po nie przebijać się przez stada ochujałych ludzi w centrum handlowym, to mi odchodzi. Dobrze, że można trochę znaleźć przez Internet. Dla porządku dodam, że dostawać też lubię, ale na szczęście nie muszę podlegać szantażowi św. Mikołaja pt. “czy byłeś grzeczny”, bo z bezpretensjonalnym wdziękiem przyjmuję gifty przez rok cały.

Lubię swoją rodzinę i fajnie, że jest w roku parę takich usankcjonowanych terminów, żeby razem posiedzieć, i nikomu nagła robota nie wypadnie.

Lubię dobrze zjeść, ale nie znoszę tego obżerania się w Wigilię,  nie znoszę śledzia, karpia i całej reszty tego gówna. Na szczęście ojciec uderza w barszczyk z krokietami i sernik, a święta kontestuje za pomocą baraniny, frytek i coli.

Cieszę się na skarpetki i tiszerty, które czekają na mnie pod choinką, ale męczą mnie pytania, co chcę dostać. Nie wiem, co chcę dostać. Nie chce mi się nad tym zastanawiać. Chcę święty spokój, rozciągacz doby, pokój na świecie i żeby ludzie sami siebie nie okłamywali.

Nie znoszę tego, że zawsze przed tymi świętami dookoła zaczynają się sypać nieszczęścia. Znajomym umierają ojcowie, przyjaciele dzielą się chujowymi sprawami rodzinnymi, które przez cały rok zmiecione tak trochę pod dywan zaczynają puchnąć w obliczu planów na kolację. Zresztą zbliża się koniec roku i mimowolne podsumowania często też nie są fajne.

Nie lubię tego, że zawsze w drugi dzień świąt pracuję, chociaż lubię moją robotę. A pensja w grudniu jaka jest, każdy widzi.

Chuj mnie strzela, jak widzę reklamy bazujące na skrytej tęsknocie ludzi do tego, czym naprawdę powinny być święta.

Wkurwia mnie widok dzielnych pań domu, które codziennie po pracy zarzynają się po łokcie, żeby przygotować wigilię dla bandy obiboków.

Nienawidzę, kiedy ludzie jadą spotkać się z praktycznie obcymi ludźmi i udawać rodzinę. Albo taki model: rozwód w styczniu, ale nie psujmy dzieciom świąt.

Mam mord w oczach przy last krismas aj gejwju maj fart.

Nie lubię choinek, bo się sypią igły.



i’ll animal to you
13 grudzień, 2007, 12:47 am
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda