Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda
Zrobiło się cieplej, a z nieba pada całkiem ładne białe gówno.
Bardzo lubię posłuchać czasem muzyki niewyszukanej. Po prostu prosta muzyczka to prosta przyjemność. Folczyk, popik, motywacyjna muzyka żniwna itp. Ba, teksty niektórych piosenek disco polo warte są poświęcenia (np. wspomniane przy innej okazji “czy dobrze robię tobie”). Dużą przyjemność sprawia mi oglądanie boysbandów i girlsbandów (dziesiątki tysięcy dolarów wydanych po to, żeby pięciu nieletnich, pryszczatych, wijących się metroseksualnie patafianów spodobało mi się na tyle, żeby kupić ich płytkę. Genialne w swojej prostocie!).
Seriej – wolę porządnie zrobiony, mało ambitny popowy kawałek niż niektóre pretensjonalne i odęte produkcje wyższych lotów. A jak jeszcze przykumam przymrużenie oka, zabawę formą i ew. kocie ruchy, to już zupełnie mró.
Najbardziej jednak lubię, a zdarza się to oczywiście najrzadziej, kiedy ktoś mnie przyjemnie zaskoczy. I tak oto zimową porą bułgarski wokalista Azis uprawiający czalgę zaskoczył mnie rozkosznie i całkowicie, spodobał mi się szczerze i bardzo oraz skradł moje serce na długo.
Dobra, nie będę świnia — dotychczasowe doświadczenia wykazały, że jeśli jesteś białym heteroseksualnym anglosa^W facetem, najprawdopodobniej nie wytrzymasz tego widoku. Mnie kręci Tim Curry śpiewający “I Can Make You A Man”, so you have been warned.
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda
Zimno jest. Koty kładą się na telewizorze. Mam telewizor, ale nie mam telewizji. Oglądam tylko seriale, na które mam ochotę, takie bez reklam w międzyczasie, polskich napisów ani lektora. Filmy w kinie albo na diwidi. Muzyki w sensie radia słucham w taksówce. Mogę z dumą powiedzieć, że nie mam pojęcia, co się dzieje w muzyce rozrywkowej w kraju i na świecie. Dlatego podchodzę do tematu niewinnie, bezpretensjonalnie i niezwykle rzadko. Dziś było to rzadko. Po kilku kwadransach w teledyskowym serwisie jednego z polskich portali wnioski mam.
- Teksty polskich piosenek są tak żenua, że nawet nie będę się natrząsać, bo to byłoby jak strzelanie do śledzi w beczce z BFG9000 (oh yes).
- Trudno się więc dziwić, że część wokalistów zaczyna śpiewać po angielsku. To piękny język, w którym wiele bulszitów przejdzie.
- Call me a whiner, ale wokaliście wypada mieć głos albo jakiś pomysł, który go zastąpi.
- Dziwnie mało jest polskich wokalistów/zespołów serwujących popik na przyzwoitym poziomie. Mnóstwo jest za to takich bez głosu, pomysłu i z tekstami zrywającymi kołek do wieszania obciachu.
W poszukiwaniu porzadnej polskiej piosenki popowej przyszło mi odwiedzić naprawdę przerażające zakamarki. Z narażeniem zdrowia. Moja absurdalna wędrówka wiodła tędy:
Ha-Dwa-O “Będziesz sam” — muzyczka wporzo, ale babka bez głosu.
Hania Stach “Regroup” — po angielsku, ale za to muzyczka nijaka, a babka, choć dla odmiany ładna, też bez głosu.
Butelka “Dekoder TV Trwam” – dobre, dobre, i tekst, i muzyczka. I teledysk nawet. Ale pop to to nie jest.
Wilki “Na zawsze i na wieczność” — NIECH MNIE KTOŚ ZASTRZELI jeśli po czterdziestce będziemy z chłopakami serio rzucać tekstami sprzed dwudziestki i zalotnym zezem znad mikrofonu. PROSZĘ.
Queens “Każdego dnia” — mój rekord to 16 sekund. I nic nie pamiętam. Sorki.
R. Chojnacki i A. Piaseczny “Będziesz znów” – muzyczka z głosem doskonałe, mianowicie chce mi się czule bzykać już po pierwszej zwrotce. Tekst, jaki jest, nie wiem. Mózg mi się wyłączał co kilka zdań, parę sformułowań ładnych (np. “nim opadnie przedostatni wstyd”, ściągam majty od razu), a potem nagle żżżt wyprost zwój spocznij. Podejrzewam, że tak właśnie ma być. Fachowa robota, szacun.
Szymon Wydra “Gdzie jest dziś” — chłopak ma przyjemny głos i dobrego aranżatora czy jak to się tam nazywa, ale teksty chyba mu pisze jakiś okropnie pryszczaty nastolatek, szkoda.
Mieczysław Szcześniak “Mamma” — ładne! Pan śpiewa profesjonalnie, tekst nie boli, a teledysk uroczy (poza momentami, kiedy Miecz wije się na tle zielonych kółek. Miecz powinien śpiewać z głębi kartonowego pudła albo zza parawanu).
Anna Szarmach “Take or Leave It” — wygląda jak szparagi w sosie holenderskim, smakuje jak mielony przegląd tygodnia. A potem nagle jakiś pan zaczyna rapować i Palec Żenady nadusza “next”.
Milczenie Owiec “Części” — nie moje klimaty, ale głos i pomysł są. Tekst trochę niewyraźny, muzyka zagłusza (i chyba dobrze). No i znów chyba nie pop.
Ania Dąbrowska “Trudno mi się przyznać” — panienka troszeczkę sepleni, ale tekst jest przyjemnie bezpretensjonalny (albo mój mózg już się przeprofilował). Głos trudno ocenić, piosenka nie eksponuje. Trend dobry.
Bogna Woźniak “Krzyk” — Zupełnie nie pop. Punkt za odwagę, ale pani nie powinna zbliżać się do tego kawałka, dopóki a) nie nabierze porządnego (głębokiego i przejmującego, a nie kociokwiczącego) głosu, b) żyje ostatnia osoba, która pamięta oryginalne wykonanie. IMHO oczywiście.
Marzena Komsta “Desire” — po pół minuty przebywania w czyimś przewodzie pokarmowym (sooo not pop) trzeba mi było Basement Jaxx na odtrucie.
Plateau “To nie ty” — zapachniało mi Republiką, tylko chłopak nie ma wady wymowy. Nie moje klimaty, jeden sampel wkurzający, ale gitarka okay, tekst wystarczająco mętny. W tę stronę może być.
Varius Manx “Tyle siły mam” — hałaśliwa muzyczka, głos nudny, tekst przerażająco nastoletni. Next please.
Kasia Cerekwicka “Potrafię kochać” — tekst nędzny, muzyczka smętnie sztampowa, jakieś wtręty hejaoooja od czapki, dziewczyna może i ma głos, ale kompletnie nie do takiej muzyki. No męczarnia jakaś.
PIN “Wina mocny smak” — pretensjonalność 8, żenada tekstowa 9, muzyka 3, gejowość 12. I tym razem to wada.
Gosia Andrzejewicz “Słowa” — naprawdę serce rośnie, że dziewuszka nie musi być ładna, żeby ktoś ją wylansował, bo głos ma jak perełka. Tekścik taki sobie, ale muzyczka odróżnialna. Hm. Po stylu, w jaki wpadam, domyślam się, że target jest raczej różowo-cukierkowy. Nie szkodzi, nie będę grymasić.
Virgin “Szansa” — muzyka przebojowa, wokalistka jedzie głosem jak buldożerem, w teledysku są cycki, w zasadzie wszystko byłoby okay, gdyby nie tekst, który wymyka się moim szarym komórkom tak sprytnie, że odmawiam współpracy.
Kasia Stankiewicz “Marzec” — tekst mnie zmęczył zdecydowanie za szybko, żebym zdążyła docenić przyjemną skądinąd muzyczkę.
Jeden Osiem L feat. Joanna Bicz “Kilka chwil” — nareszcie coś porządnego, ale hiphop.
Sumptuastic “Bez ciemności nie ma snów” — przyjemny kawałek, ale chyba o niczym, bo nie udało mi się zwrócić uwagi na tekst. Gejowaty wokalista i dwie ładne wokalistki, dla każdego coś miłego (mnie przypadła do gustu ta czarna).
Marzena Korzonek “Dlatego kochaj” — nuda. Tekst prosty jak coś bardzo prostego, pani ma głos porządny, bez rewelacji, ale porządny, muzyka adekwatna, a całość, no, nudna, ubożuchna taka.
Reni Jusis “Niemy krzyk” — o, naprawdę porządny popik. Nareszcie.
Mollęda “No Second Chance” — polskie spółgłoski śpiewane po angielsku zawsze mnie jakoś tak łaskoczą w coś śmiesznego. Chłopcy są seksowni jak zwój liny żeglarskiej, głosiki mają w gruncie rzeczy wątłe, a piosenka prezentuje poziom bojzbendowy niski.
Ich Troje “Bóg jest miłością” — well. Muzycznie i wokalnie porządny popik, ale tekst zabił we mnie ostatnią żywą bakterię. Umówmy się, że nic nie zaszło, proszę się rozejść i nie robić zamieszania.
No dobra, starczy. W temacie porządnej polskiej popowej piosenki nie jest dobrze. Za to dobrze sobie pokrytyczyć, teraz są mrozy, a od tego robi się tak przyjemnie ciepło w brzuchu.
Zaszufladkowany do: statek matka
Dlaczego ludzie robią rzeczy, których nie chcą, ale muszą? Nie mówię o tym, że muszą wyrzucić śmieci albo umyć zęby przed snem (bo nie muszą, najwyżej będą mieć trochę syfu i będzie im jechało z pyska). Mówię o tym, że chodzą do pracy, której mają serdecznie dosyć (bo szef jest bucem, kołorker pierdzi twarzą, narzędzie pracy pamięta bitwę pod Termopilami, ale za to płacą zupełnie kiepsko). Albo żyją 125 lat z kimś, kto wyłącznie warczy, kwęka, przestał lubić bzykanie w okolicach stanu wojennego, dwa lata temu zmienił perfumy na zgniłośledziowe, a od jego/jej towarzystwa milsze jest spożywanie tłuczonego szkła z musztardą.
T. powiedziała mi niedawno, że jedyne, co być musi, to grawitacja; reszta to kwestia naszego chciejstwa albo wyboru. (Dajmy spokój prędkości światła w próżni, umówmy się, że grawitacja oblatuje nam prawa fizyki i Murphy’ego).
No więc mnie wkurza, kiedy ludzie trzy czwarte energii życiowej wykorzystują na znajdowanie całkiem dobrych powodów, żeby przypadkiem nie spróbować zmienić czegokolwiek w swoim życiu na lepsze. A już osobliwie wkurzający są ludzie inteligentni na tyle, żeby sformułować swoje potrzeby i antypotrzeby precyzyjnie, a następnie elokwentnie zdecydować, że nic z tym nie zrobią. Bo… No, bo co? Bo pierwszy krok będzie nieprzyjemny? (Tak, bo teraz jest ekstra). Bo boisz się konsekwencji? (Nie daj Boże się uda). Bo i tak się nie uda? (Zagraj w totka, jasnowidzu). Bo nie wolno, bo coś musisz, bo trzeba? (patrz: grawitacja). Bo świat się skończy, urwie Ci ręce, wypali oczy i zdeformuje twarz?
A propos. Proponuję godzinę w komunikacji miejskiej. Rozejrzyj się i zwróć uwagę na te zaciśnięte zastałą złością usta, na pomarszczone od wycia w poduszkę oczy, na te zmarchy, które robią się od napięcia, i dla porównania na te, które robią się od uśmiechów, że tak sobie poetycko to ujmę. Chcesz wyglądać za kolejne dziesięć lat zrezygnowanego życia jak ta wściekła baba z kalafiorem na głowie? One się takie nie robią z dnia na dzień, to są lata ciężkiej pracy!
To nie jest scena, w której rzucasz pracę, żonę i ubranie i biegniesz nago do Katowic, pociągając za sobą rzesze współwyznawców. To jest scena, w której kupujesz sobie czekoladę i zasysając ją w swoim prywatnym tempie zastanawiasz się, po damski chuj znosisz niektóre rzeczy w swoim życiu, zamiast je po prostu zmienić. Albo czemu ich nie olewasz, bo tak naprawdę to są drobiazgi w porównaniu z jakimś naprawdę serio nieszczęściem.
Oczywiście niektóre sprawy są tak trudne, że łatwiej zacisnąć zęby (i podlewać nasionko nerwicy, przeżywając sto lat lekko przestraszonym cichaczem), niż spróbować zrezygnować z tego, co odbiera życiu urok, a co nie musi mieć miejsca. Mówię tu nie tylko o wyniszczającej psychicznie pracy, lodowatym związku albo 15 kilogramach nadwagi, ale też o niewłaściwej perspektywie.
O właściwej perspektywie i o tym, jak żyć, w następnym odcinku. Stay tuned.
Zaszufladkowany do: PUW
Analiza matematyczna podobno nie jest prostym przedmiotem do zdania. Po mieście krążą legendy o ludziach, którzy na polibudach zdawali analizę przez parę lat. Dla kogoś, komu religia zabrania mnożenia ułamków i podnoszenia do potęgi (czyli dla mnie), analiza może wyglądać jak taka wielka góra lodowa, na którą wchodzą nadludzkim wysiłkiem tylko niektórzy. Spieszę donieść, że na czubku czeka nauczyciel, który obrzydził nam matematykę, i trzeba mu obić gębę. Najlepiej w zerowym terminie egzaminu z analizy matematycznej u (absolutnie fantastycznej) dr A.T. na pierwszym semestrze.
Jak to zrobić i mieć z czapki:
- Bywać na czatach, choć są niemożebnie stresujące. Prowadząca posiadła sztukę przelewania wiedzy po światłowodzie prosto w pusty łeb, bez użycia przemocy.
- Prosić prowadzącą o sztuczki. Takie na zauważenie bez liczenia różnych drobiazgów (które, jak się okaże, przydadzą się na teście).
- Mniej więcej od połowy kursu domagać się testów próbnych i je roztrzaskiwać. Można w ten sposób zatrybić mechanizmy; można też zakuć, zdać, zapomnieć. Druga opcja jest o tyle niepraktyczna, że trzeba będzie czynność powtórzyć m.in. na metodach numerycznych.
Nie można mieć ściągi, ale tablice matematyczne jak najbardziej, więc jesteśmy uratowani.
Zaszufladkowany do: PUW
To akurat jest proste. Żeby zdać egzamin u dr. M.M. na semestrze 1, trzeba znaleźć u niego na stronie listę pytań z TPI, opracować je (albo znaleźć na wuwu nasze grupowe opracowania i je uzupełnić), wysłuchać wykładu, zamknąć oczy, pomyśleć o Anglii i napisać odpowiedzi na trzy pytania.
Moje ulubione:
- Jaką siecią jest Internet?
- Co to jest pamięć Extended w mapie pamięci DOS?
- Z czego wynika szczególna rola poczty elektronicznej w Internecie?
- Z czego wynika szczególna rola systemu Microsoft Windows?
Na ostatnie pytanie nie odpowiadamy linuksem, bo egzaminator zdaje się uważa linuksiarzy za łobuzów, którzy podkopują słuszną pozycję rynkową Microsoftu.
Zaszufladkowany do: PUW
Jak zdać egzamin u dr. P.M. na semestrze 2? Proponuję albo fartem, albo złożeniem na ołtarzu nauki całego czasu poświęcanego do tej pory pracy, rodzinie i chodzeniu na piwo. Znaczy, jeśli nie jesteś akurat zdolnym programersem, który obudzony w środku nocy dźwiękiem przeładowywanej broni przy uchu wyrecytuje na baczność kod sortowania stogowego w dżawie.
Akurat ja jestem programersem niezdolnym (osobliwie jeśli chodzi o dżawę), ale jak zacisnę zęby i pośladki, to z pianą na pysku i manualem przed oczami w końcu napiszę coś prostego. Mam z grubsza jasność, jak leci Fibonacci (na dwa sposoby nawet), wyszukiwanie binarne, sortowanie szybkie i lista dwukierunkowa (taki schemat z prostokącików i strzałek dałoby się nawet swego czasu sprokurować), ale koncepcja, że mam je napisać z głowy, wydaje mi się głęboko niesłuszna. Pomysł, że mam je napisać z głowy na kartce papieru, to szczyt dowcipu. Doprawdy, pani Euzebio, hu hu hu. Czystej kartce, nawet nie w kratkę!
Co więc można było zrobić?
- strategicznie umieścić sobie kartki z wydrukowanym kodem, a następnie cicho i bezwonnie zrzynać (w pełni potępiamy te praktyki)
- zaryzykować narysowanie grafu (w końcu dr P.M. powiedział, że chce zobaczyć, czy rozumiemy algorytmy, a w treści zadania nie było “napisz w javie”)
- mieć nadzieję, że egzaminator wyrzuca prace bez czytania i stawia ocenę na podstawie laborki (kiedy to można korzystać z pomocy naukowych) oraz stopnia zamazania kartki długopisem
Powodzenia. <:
Zaszufladkowany do: PUW
Przypomniało mi się, jak dr A.M. przy okazji numerków przybliżała nam istotę funkcji dyskretnej: “nie gapi się cały czas, tylko zagląda”. Jak zajrzeć tylko raz na egzamin z matematyki dyskretnej u dr. K.L. na semestrze 2?
Na platformie oddawać zadania na czas, znaleźć jakiś błąd w materiałach, domagać się testów próbnych i je przerobić, wejść na czata i poprosić o pozwolenie na ściągę 10×10cm. Kojarzyć (np. metodą trzykrotnego przygotowywania sobie ściągi za każdym razem skracanej):
- proste działania na macierzach
- postawowe relacje
- rodzaje grafów i jak wyglądają ich macierze
- stopniowanie wierzchołków (bo z tego robić ściągę to obciach, koledzy będą się z Ciebie śmiali)
- rodzaje i podstawowe pojęcia dotyczące dróg
- ciągi arytmetyczne i geometryczne
- ciąg Fibonacciego
- kiedy zbiory są rozłączne, a kiedy nie
- do czego służą: kombinacje, kombinacje z powtórzeniami, wariacje, wariacje z powtórzeniami, reguła iloczynu
…a na ściądze zmieścić:
- wzór na odejmowanie macierzy
- relacje: porządku, liniowego porządku, równoważności
- zasadę abstrakcji
- twierdzenie Eulera (wzór)
- def. drogi Eulera i ciągu Eulera
- sposób na wyznaczanie postaci jawnej ciągu (tricky part)
- wzory na kombinacje, kombinacje z powtórzeniami, wariacje, wariacje z powtórzeniami, regułę iloczynu
- wzór na wyznaczanie permutacji odwrotnej (na wszelki wypadek)
- reguły związane z dwumianem Newtona
- reguły związane z liczbami Stirlinga (mnie się te dwie rzeczy w ogniu walki myliły, więc na wszelki wypadek na mojej ściądze były niekoniecznie dozwolone trójkąt Pascala i tabelka do wyznaczania liczb Stirlinga)
No, i na piątkę powinno wystarczyć. <:
Zaszufladkowany do: PUW
Trudno nie być opornym na programowaniu internetowym (semestr 3). Materiały przybliżyły nam wiedzę naszych znakomitych przodków z czasów drugiej wojny punickiej, oswoiliśmy się z nowoczesną przeglądarką Netscape Navigator, a font fejsy nam z ręki jadły. Malkontenci dawali upust swoim frustracjom na forum “Błędy w kursie” (“Te materiały to jakieś tragiczne nieporozumienie”, “Przykład kodu na stronie xxx nie jest zgodny z żadną specyfikacją od HTML 2.0 począwszy, na XHTML 1.0 Strict skończywszy” itp.), a pozostali z uśmiechem na ustach pisali wszędzie, gdzie się dało, listy pochwalne wynoszące ten kurs na orbitę. Albo w kosmos. Albo w jakiekolwiek inne należne mu miejsce, najlepiej pełne jego rówieśników.
Z tego, co pamiętam (a większość jednak mój samozachowawczy umysł wyparł), przed egzaminem u dr. P.M. trzeba było napisać z palca prościutką frejmową stronę, a na egzaminie na podstawie kawałka kodu narysować schemat frejmów (a jakże), podać wynik działania kawałka prostego dżawaskriptu, kumać pre- i postinkrementację, orientować się w htmlu (meta, input, label) oraz nadludzkim wysiłkiem woli nie eksplodować.
Zaszufladkowany do: PUW
To jest na semestrze 3. Jak zdać egzamin, jeśli prowadzi go dr P.M.?
- umiesz stworzyć tablicę?
CREATE TABLE Prymus
(blibli TEXT,adres TEXT);
- i umieścić w niej jakąś wartość?
INSERT INTO tablica
(komórka1, komórka2, komórka3)
VALUES (‘zawartość1′, ‘zawartość2′, ‘zawartość3′);
- albo jakąś zmienić?
UPDATE klient
SET phone = ‘01234567′
WHERE company=’PUW’;
- i skasować?
DELETE
FROM customer
WHERE country=’P';
- a umiesz zrobić porządnego posortowanego SELECTa?
SELECT country, COUNT(country) AS klientowwkraju
FROM customer
GROUP BY country
ORDER BY COUNT(country) DESC;
- takiego z JOINem?
SELECT i.ino, c.cno, c.company, i.itotal
FROM invoices i
LEFT JOIN customer c ON i.cno = c.cno
WHERE i.itotal = (SELECT MAX(itotal) FROM invoices);
Jeśli umiesz i kumasz, co się dzieje w moich przykładach, to będę wcielonym zdumieniem, jeśli umoczysz egzamin.
Zaszufladkowany do: PUW
Hehe, na notatkach kartka “algebra wykłady”, a ja widzę napis “algebra zagłady”.
Jak zdać egzamin z algebry liniowej z geometrią na trzecim semestrze? Ściąga to podstawa (patrz metody numeryczne dla opornych). A w niej:
- macierze
- sposób na mnożenie
- sposób na szybki wyznacznik macierzy 2×2
- rząd macierzy — stopień macierzy jednostkowej będącej jej blokiem
- rząd macierzy, kiedy detA ≠ 0
- osobliwość, kiedy detA = 0 (nie ma odwrotnej)
- • wektory
- ortogonalne ⊥ a o b = 0
- ortonormalne ⊥ ||a|| = ||b|| = 1
- liniowo zależne, kiedy detA = 0
- wynikiem mnożenia wektora i wektora transponowanego jest macierz (fajna pułapka ;)
- norma, czyli ||x|| = √ x o x
- ||a|| = √ a12 + a22 + a32
- ||p1p2|| = √ (x2 − x1)2 + (y2 − y1)2 + (z2 − z1)2
- • układy równań
- rzA ≠ rzDoł (sprzeczny)
- rzA = rzDoł = n → jedno rozwiązanie
- rzA = rzDoł ∧ rz < n → ∞ rozwiązań zależnych od n-rz parametrów
- n = r ∧ detA ≠ 0 → układ Cramera → jedno rozwiązanie
- • liczby zespolone
- i2 = −1
- z = a + bi
- z‾ = a − bi
- (a + bi)(c + di) = (ac − bd) + (ad + bc)i
- i4k = 1
- i4k+1 = i
- i4k+2 = −1
- i4k+3 = −i
- |z| = √ a2 + b2
- cosφ = a/|z|
- sinφ = b/|z|
- z = |z| * (cosφ + i * sinφ)
- sin(π/4) = cos(π/4) = √2/2 = 1/√2
- • punkty na płaszczyźnie
-
x − x0 y − y0 z − z0 x1 − x0 y1 − y0 z1 − z0 = 0 x2 − x0 y2 − y0 z2 − z0 - →AB ⊥ →AD ⇔ AB o AD = 0
- →AB = [b1 − a1, b2 − a2, b3 − a3]
- wzór na współliniowość
-
- • płaszczyzny i proste
- π1 ⊥ π2 ↔ A1A2 + B1B2 + C1C2 = 0
- π1 || π2 ↔ A1/A2 = B1/B2 = C1/C2 ↔ rz[ ] = 1 (pokrywają się, jeśli jeszcze D1/D2)
- l ⊥ π ↔ a/A = b/B = c/C
- l || π ↔ aA + bB + cC = 0
- • ciała
- element naturalny ∃e ∈ G ∀x ∈ G e o x = x o e = x
- przemienność ∀x,y ∈ G x o y = y o x
Poza tym najpóźniej w szóstym module należy żądać testów/zadań próbnych (i je roztrzaskiwać). W połowie kursu jest zjazd — niech egzaminator na wykładzie nie nudzi, tylko pokaże, jakie będą jego zadania i jak do nich podchodzić.