niekoniecznie


not compatible
31 styczeń, 2007, 9:49 am
Zaszufladkowany do: sesja idzie

Blog to nie dla mnie. Stanowczo za dużo dzieje się w mojej głowie, żeby pisać tak o, o wszystkim. Paluszki nie nadążą. Nie chodzi o to, że nie dam rady tego ogarnąć  i uporządkować. Ja nie chcę, lubię ten nieustający przelot. Jak szybowanie nad oceanem, tylko że przestrzeń, wiatr i woda są w środku, a nie na zewnątrz.

Ale ja nie o tym. Tylko że już nie pamiętam, o czym.

S. martwi się, że ząb jej się popsuł 12 dni przed Ważnym Wyjazdem i że to okropna złośliwość losu, bo człowiek tak czeka i czeka, a tu takie świństwo. Mam nadzieję graniczącą z pewnością, że w 12 dni naprawi tego zęba i jeszcze następnego zdąży (odpukać). Żeby tak każdy ząb odzywał się z kulturalnym wyprzedzeniem! Mógł przecież eksplodować podczas podróży. I potem byłby film “Zęby w samolocie” z łysym Murzynem w roli S.

Tymczasem u mnie też do dupy w czasie – tydzień przed sesją zapalenie gardła. I siedzę sobie półprzytomnie, próbuję wyzdrowieć (scena z filmu: pan dostał w bańkę i usiłuje szybko oprzytomnieć. To coś takiego, tylko rozciągnięte na parę dni. Shoot me already.) i chociaż ściągi porobić, bo z uczenia się wychodzi mi tylko bezmyślne kapanie śliną na wydruki.

Szkoda, bo tematy konkretne i fajne, np. metody numeryczne (trzeba było rozwalać zadania na zajęciach, a nie odkładać na ostatnią chwilę!!! teraz nie umiem aproksymacji i jest Za Późno!) i podszewki protokołów (będzie można szpanować na imprezach, o bejbe, psa nazwiemy Bubba albo Skeeter). Niestety, rzeczy konkretne na widok istoty chorej otrzepują z oburzeniem swoje neseserki i spierdalają. A człowiek otumaniony i zawinięty w koc chwytliwość ma słabą.

Adremy też mi zwiewają.

Czas, czas. Czas robi sobie ze mnie jaja. Zazwyczaj kładę się spać koło 4 i wstaję w południe. Teraz, po dwóch tygodniach urlopu i trzech tabletkach antybiotyku, nie chce mi się spać przed południem. Zasypiam koło 13, jak się zmuszę (i nagle wysypiam się w ~5 godzin). Jest dziwnie. Przecież nie ma takiej godziny, siódma, dziewiąta rano. Nie ma. Oddajcie mi moją dobę!



omamy
26 styczeń, 2007, 11:59 pm
Zaszufladkowany do: sesja idzie

Sesja idzie, więc biurko wysprzątane, naczynia pozmywane, łazienka czysta, manikiur/pedikiur zrobione, blog założony, dwa nowe seriale ściągnięte, gg (tfu, na psa urok) zainstalowane, kilka obiecujących flejmów na niusach podpalonych, papiery do nauki ułożone pod kątem prostym, długopis zatemperowany – pełna gotowość do nauki. A tu nagle ostre zapalenie gardła, zimno, gorąco, kocyk, herbatka, antybiotyk i… znakomite haluny! Sporo wzrokowych, lekkie przygłuszenie, trochę błędnikowo-dotykowych zmyłek. Mega! Za młodu (chorując co dwa miesiące przez dwa tygodnie) jakoś człowiek mniej doceniał efekty specjalne.

Do poczytania: Marketing Translation Mistakes



sradu dupadu
22 styczeń, 2007, 12:25 am
Zaszufladkowany do: sesja idzie

Instalacja gadu gadu, bo P. nie ma innego komunikatora, a miło mieć nocną bratnią siostrę pod ręką.

  1. Co za gówno! Mrygające, intuicyjne inaczej, firewall pokwikuje żałośnie.
  2. Jellonki nie przybywają. Ani propozycji ciachanka, ani ofert sprzedaży żółwia. Pewnie śmierdzę. V. doradził zmianę statusu. Cycki w ascii przyciągają jedynie znajomych nerdów.
  3. Co za gówno!


nie, nie, nie
21 styczeń, 2007, 11:05 pm
Zaszufladkowany do: praca

Stoi taki nade mną, łypie, dyszy w kark, oprze czasem o oparcie, potrzęsie krzesłem.

- no co chcesz.
- pogadać chciałem
- ale ja nie chcę.
- ale poradzić się chciałem.
- nie mogę, robię coś
- *grumble* aaale jesteś.

Może sprawię sobie takie tabliczki do podnoszenia w odpowiednich momentach. “Proszę nie przeszkadzać i nie stać nad głową”. “Nie potrzebuję powietrza”. “Chyba cię pojebało”. ”Tak”. ”Nie”. ”Sprawdź w intranecie”. “Masaż karku, a może coś da się zrobić”. “FOAD”.



piąta pora roku
21 styczeń, 2007, 9:18 pm
Zaszufladkowany do: nastrojowa pogoda

W sam raz na spacery, jeśli akurat jesteś mątwą.